środa, 28 grudnia 2011

Peeling migdałowy Pharmaceris

Witajcie!

Opuściłam swojego ledwie rozpoczętego bloga na długi czas, jednak dziś wracam z recenzją kosmetyku, z którym wiązałam spore nadzieje.

Pharmaceris T, Sebo - Almond Peel 10% kwasu migdałowego, krem peelingujący II stopień złuszczania.

 

O preparacie przeczytałam kilka miesięcy temu na którymś z blogów. Nabrałam na niego ogromnej ochoty, ponieważ kwasy służą mojej cerze bardzo dobrze, ale Glyco A jest dla mnie za mocny. Lubię Pharmacerisa, coraz więcej kosmetyków tej firmy znajduje się w mojej pielęgnacji. Preparat stosowałam tak, jak zaleca producent, czyli każdego wieczoru na oczyszczoną twarz. Kremu używam już ponad dwa miesiące.

Konsystencja jest dziwna. Krem jest śliski i przypomina wazelinę, jest nieco przejrzysty. Pchnie dość intensywnie, cytrusowo. Nakłada się dobrze, niewielka ilość wystarczy na pokrycie całej twarzy. Wchłania się po około 10 minutach, ale bardzo szybko wytłuszcza skórę. Opakowanie jest bardzo wygodne, uwielbiam kremy z pompką. Krem dodatkowo zapakowany jest w kartonik zawierający ulotkę z opisem wszystkich kosmetyków Pharmaceris do skóry tłustej. Kremu jest sporo, bo aż 50 ml. Zupełnie nieprzejrzyste, nie wiem ile kremu zostało. Cena to około 30-35zł. Swój egzemplarz kupiłam w SuperPharmie za 33zł.

Kwestie techniczne są na wysokim poziomie, teraz czas na działanie. Moja skóra jest tłusta, raczej niewrażliwa. Niestety bardzo łatwo się zanieczyszcza i zapycha, dlatego w strefie T miewam sporo zaskórników. Moje pory, zwłaszcza na policzkach w okolicy nosa są bardzo rozszerzone i w zasadzie nie reagują na żadne preparaty. Mimo tłustej cery potrzebuję dość dobrego nawilżenia. To co mnie najbardziej zaskoczyło, to fakt, że krem bardzo dobrze nawilża. Po Glyco A czy Effaclarze K musiałam użyć czegoś nawilżającego, przynajmniej na policzki. Pharmaceris sprawdza się jako codzienny krem na noc. Skóra po jego użyciu jest miękka, deliktnie natłuszczona. Nic nie piecze, nie szczypie, skóra nie jest ściągnięta. Nie zaobserwowałam złuszczania. Specjalnie kupiłam mocniejszą wersją z 10% kwasem migdałowym (jest jeszcze taki sam krem z 5% kwasem) licząc na mocne efekty. Niestety takich efektów brak. Krem delikatnie wygładził moją skórę, odrobinę rozjaśnił jej koloryt. I tyle. Pory, zaskórniki czy błyszczenie zostały nietknięte. Dodatkowo mam wrażenie, że krem zapycha pory. Nie jest to spektakularne zapychanie z wielkimi pryszczami, jednak mam wrażenie, ze skóra jest zanieczyszczona. Jest to mój pierwszy produkt z kwasem migdałowym. Wiem, że to znacznie delikatniejszy kwas od glikolowego, ale spodziewałam się po nim nieco więcej. Skład nie jest zachwycający. Krem zawiera substancje zapachowe i paraben.


Oczywiście krem ten, jak każdy kwas wymaga stosowania filtrów na dzień. Producent sugeruje SPF 20, ja jednak uważam, że mimo niewielkiego złuszczania to za mało. Sama używałam najczęściej SPF 50+.

Generalnie nie jest to produkt zły. Jak wskazują opinie na wizaż.pl niektórym służy bardzo dobrze. Ja jednak jestem trochę rozczarowana. Podejrzewam, że skóry trądzikowej również nie uleczy. Po kremie z peelingiem w nazwie spodziewałam się znacznie bardziej spektakularnych efektów.

Używałyście tego kremu? Jesteście z niego zadowolone?

1 komentarz:

  1. Ja używam Pharmaceris 5% codziennie już prawie miesiąc. Potem zamierzam zakupić 10%, ale na pewno nie będę stosować każdego dnia, jedynie 1-2 razy w tyg.
    Wydaje mi się, że stężenie 10% to za dużo...
    Do tego chcę zakupić tonik z kwasem migdałowym 6% :)

    Placebo? ;>

    OdpowiedzUsuń